Decyzja prezydenta Wołodymyra Zełenskiego o utworzeniu Panteonu Narodowego Ukrainy w Kijowie wywołała ogromne poruszenie na arenie międzynarodowej, a w szczególności w Polsce. Zapowiedź, że będzie to miejsce, w którym na zawsze zostaną uwiecznione imiona „wszystkich bohaterów”, okraszona stwierdzeniem, iż „nikt nie będzie dyktował Ukrainie, kogo ma szanować”, brzmi nie jak neutralny hołd dla obrońców ojczyzny, lecz jak twardy manifest polityczny. To wyraźny sygnał: Kijów zamierza prowadzić własną, bezkompromisową politykę historyczną, włączając w poczet narodowych herosów postacie odpowiedzialne za zbrodnie na ludności cywilnej, ignorując przy tym ból i protesty swoich najbliższych sojuszników.
Korzenie banderyzmu: Ideologia nienawiści i terroru
Aby zrozumieć skalę problemu, należy cofnąć się do lat międzywojennych i okresu II wojny światowej. Banderyzm nie narodził się w próżni – był to radykalny odłam ukraińskiego nacjonalizmu integralnego, którego głównym teoretykiem był Dmytro Doncow. To na jego pismach opierała się Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów (OUN).
Gdy w 1940 roku doszło do rozłamu w OUN, frakcję najbardziej radykalną, zwaną OUN-B, przejął Stepan Bandera. Głównym celem tej organizacji było stworzenie „etnicznie czystego” państwa ukraińskiego, co w praktyce oznaczało fizyczną eliminację mniejszości narodowych.
Kolaboracja i zdrada
Początkowe miesiące II wojny światowej na wschodzie to okres ścisłej współpracy OUN-B z nazistowskimi Niemcami. Banderowcy wierzyli, że u boku III Rzeszy wywalczą niepodległość.
-
30 czerwca 1941 r.: We Lwowie współpracownik Bandery, Jarosław Stećko, proklamuje powstanie „niepodległego państwa ukraińskiego”.
-
Reakcja Hitlera: Niemcy natychmiast odrzucają tę deklarację, aresztując przywódców OUN. Bandera trafia do obozu koncentracyjnego w Sachsenhausen jako więzień polityczny (gdzie przebywa w stosunkowo dobrych warunkach).
-
Mimo aresztowania lidera, jego podkomendni rozwijają struktury zbrojne, które wkrótce zamienią się w koszmar dla polskiej ludności.
Rzeź Wołyńska – Zaplanowane ludobójstwo, a nie „bratobójcza walka”
To, co wydarzyło się na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej (Galicji Wschodniej) w latach 1943–1945, było bezpośrednim rezultatem zbrodniczej ideologii OUN-B. Zbrojne ramię organizacji – Ukraińska Powstańcza Armia (UPA) – przystąpiło do metodycznej czystki etnicznej.
Dowódca UPA na Wołyniu, Dmytro Klaczkiwski (ps. „Kłym Sawur”), wydał bezpośredni rozkaz wymordowania całej męskiej populacji polskiej, co w terenie przerodziło się w totalną eksterminację całych rodzin. Kulminacją tych wydarzeń była tzw. Krwawa Niedziela (11 lipca 1943 r.), kiedy to zaatakowano jednocześnie blisko 100 polskich miejscowości.
Jak wyglądała banderowska zbrodnia?
-
Zaskoczenie i okrucieństwo: Ataki następowały nocą lub w niedziele, gdy Polacy gromadzili się w kościołach.
-
Prymitywna broń: Aby oszczędzać amunicję, do mordowania używano siekier, wideł, kos i pił, często torturując ofiary przed śmiercią.
-
Ofiary: Z rąk UPA zginęło od 50 do 100 tysięcy Polaków (szacuje się ok. 40-60 tys. na Wołyniu i 20-40 tys. w Galicji).
-
Inne narodowości: UPA mordowała również Żydów, Ormian, Czechów, a także tych Ukraińców, którzy z narażeniem życia ratowali swoich polskich sąsiadów.
Nazywanie tych wydarzeń „wojną polsko-ukraińską” to fałszowanie historii. Było to jednostronne, okrutne ludobójstwo. Choć sam Bandera przebywał wówczas w niemieckim obozie i osobiście nie dowodził rzezią, to ideologia, którą stworzył i zaszczepił swoim zwolennikom, stała się moralnym usprawiedliwieniem dla morderców.
Współczesna Ukraina: Pomniki dla zbrodniarzy?
Obecnie, w obliczu krwawej wojny z rosyjskim imperializmem, Ukraina poszukuje silnych wzorców patriotycznych. Niestety, w ramach tej konsolidacji narodowej dochodzi do niepokojących zjawisk wspieranych przez państwowe instytucje, takie jak Ukraiński Instytut Pamięci Narodowej (UINP).
Co składa się na dzisiejszy renesans banderyzmu?
-
Masowe wznoszenie pomników Stepana Bandery i Romana Szuchewycza (głównodowodzącego UPA).
-
Nadawanie ulicom imion przywódców OUN i UPA.
-
Uroczyste pochówki działaczy nacjonalistycznych (m.in. powtórny pogrzeb Andrija Melnyka z pełnymi honorami państwowymi).
-
Nadawanie elitarnym jednostkom wojskowym patronatów takich jak „Bohaterowie UPA”.
Jeszcze w 2019 roku prezydent Zełenski dystansował się od jednoznacznej oceny Bandery, nazywając go bohaterem tylko „dla pewnej części Ukraińców”. Dziś najwyższe władze w Kijowie zdają się w pełni sankcjonować i ujednolicać ten radykalny mit, wcielając go w projekt Panteonu Narodowego.
Rozdźwięk polsko-ukraiński i standardy europejskie
Polska okazała się jednym z najwierniejszych sojuszników Ukrainy po rosyjskiej inwazji, oferując bezprecedensową pomoc militarną, humanitarną i dyplomatyczną, przyjmując miliony uchodźców. W obliczu tak ogromnej solidarności, demonstracyjne pomijanie polskiej wrażliwości historycznej jest odbierane w Warszawie jako potężny cios.
Polityka Kijowa niesie za sobą cztery poważne zagrożenia:
-
Relatywizacja zbrodni: Zrównywanie ofiar i katów oraz zakłamywanie faktu ludobójstwa.
-
Blokada pojednania: Prawdziwe partnerstwo wymaga stanięcia w prawdzie. Od lat polscy specjaliści mają zakaz przeprowadzania ekshumacji na terytorium Ukrainy, co jest raną, która nie może się zagoić.
-
Zgrzyt z wartościami UE i NATO: Kraje aspirujące do struktur zachodnich nie mogą wznosić na piedestał formacji, które faszyzowały i stosowały terror jako narzędzie polityczne.
-
Wewnętrzna hipokryzja: Ukraina walczy dziś o wolność i wartości demokratyczne z brutalnym najeźdźcą, opierając jednocześnie część swojej tożsamości historycznej na skrajnym szowinizmie.
Czas na stanowczą reakcję
Budowa Panteonu Narodowego Ukrainy na warunkach, które gloryfikują OUN i UPA, nie będzie krokiem ku nowoczesności, lecz budowaniem tożsamości na historycznym fałszu. Banderyzm nie jest synonimem walki o wolność w europejskim rozumieniu – to mroczna ideologia, która pochłonęła dziesiątki tysięcy niewinnych istnień.
Strona polska ma pełne prawo, a wręcz obowiązek, głośno artykułować swoje stanowisko. Prawdziwa przyjaźń narodów musi opierać się na prawdzie historycznej, a nie na politycznej poprawności dyktowanej przez bieżące interesy geopolityczne. Bez ekshumacji, godnego pochówku ofiar Wołynia i wyraźnego potępienia zbrodniarzy, fundamenty polsko-ukraińskiego sojuszu zawsze będą kruche.









